Wymiana międzynarodowa polsko‑belgijska

Wyjazd do Belgii rozpoczęliśmy zbiórką o 4:30 w Lublinie, skąd busem dojechaliśmy na Lotnisko Chopina w Warszawie. Opuściliśmy zimną ojczyznę i po dwóch godzinach ekscytującego lotu wylądowaliśmy w cieplutkiej i słonecznej Holandii, gdzie dalej ruszyliśmy w dwugodzinną podróż do Kortrijk.

Po przyjeździe belgijscy przyjaciele przywitali nas wspaniałym poczęstunkiem oraz pokazali nam swoją szkołę, która mieści się w XIX-wiecznym budynku (szczerze musimy Wam powiedzieć: warunki mamy o wiele lepsze). Po ciężkim dniu rozjechaliśmy się do belgijskich rodzin.

Wyspani i posileni belgijskim śniadankiem ruszyliśmy na podbój Brugii. Miasto przywitało nas darmowymi napojami. Od razu zachwyciliśmy się architekturą i spokojem dawnego serca Europy. Skąpane w słońcu kamieniczki, mieniąca się woda, która niczym we włoskiej Wenecji okala miasto, wywarła na nas ogromne wrażenie – z pewnością zostanie w nas na zawsze. Osobliwością tego miejsca jest duża populacja łabędzi. Te piękne ptaki majestatycznie i dumnie pływały po kanałach… I tu chcemy wam przybliżyć historię, opowiedzianą przez pani przewodnik, o czarnym łabędziu, który przypłynął do Brugii i wywołał wielki entuzjazm wśród mieszkańców.

Nasi belgijscy przyjaciele zrobili nam ogromną frajdę, prowadząc nas do fenomenalnego muzeum, w jakim – jak dotąd – nie było nam dane być. W trakcie zwiedzania musieliśmy uruchomić się wszystkie zmysły: wzrok, słuch, dotyk, a nawet węch. Tego nie da się opisać! Polecamy.

Dzień zakończyliśmy jazdą na lodzie. Oczywiście nie obył się bez kontuzji, ale sił dodały nam… belgijskie frytki.

Środowy poranek rozpoczęliśmy w szkolnych ławkach, uczestnicząc w lekcjach uczniów z Kortrijk. Podzieleni na grupy słuchaliśmy wykładów belgijskich nauczycieli, którzy z chęcią dzielili się swoją wiedzą.

Historię miasta przyswoiliśmy dzięki grze miejskiej, zorganizowanej przez naszych przyjaciół. Przechadzając się uliczkami Kortrijku podziwialiśmy odważne połączenia starych kamieniczek z nowoczesną architekturą. Następnym punktem programu było miasto Ypres. Można powiedzieć, że podzieliło ono los Warszawy. Zostało całkowicie zburzone podczas I wojny światowej, pod swoimi gruzami pochowało milion cywilów i żołnierzy. Odbudowane po 1918 troku od podstaw zachwyca swoim ładem. Ważnym punktem tego miasta jest majestatyczny łuk triumfalny, na którym drobnymi literkami wypisane są nazwiska żołnierzy. Wieczorem integrowaliśmy się z rodzinami.

Trzeciego dnia pojechaliśmy na podbój Parlamentu Europejskiego, który mieści się we wspaniałej Brukseli. Zasmakowaliśmy tam tradycyjnych gofrów. Ostatni wieczór spędziliśmy w restauracji, dokąd zabrali nas Belgowie. Spędziliśmy niezapomniane chwile dyskutując i jedząc lokalne potrawy.

Ostatniego dnia po pożegnalnym śniadaniu w szkole ruszyliśmy w podróż powrotną.

Te niezapomniane chwile oraz możliwość poznania nowych ludzi zawdzięczamy kochanym Paniom Profesor p. Małgosi Kowalczyk oraz p. Bożence Fijałkowskiej, którym serdecznie dziękujemy i obiecujemy, że nie będziemy gubić dokumentów!

Szczęśliwi uczestnicy wyprawy!
(m.in. Zuzia Łopuszyńska, Julia Wójtowicz, Kasia Bochniarz,
Maks Łopuszyński, Janek Radzikowski)

GALERIA